Remont przy Sejneńskiej przeniósł rocznicę straceń do Lasu Szwajcarskiego

Remont przy Sejneńskiej przeniósł rocznicę straceń do Lasu Szwajcarskiego

FOT. UM Suwałki

W Suwałkach tegoroczna rocznica jednej z najcięższych wojennych zbrodni nie wybrzmiała pod pomnikiem przy Sejneńskiej, lecz w Lesie Szwajcarskim. To właśnie tam złożono kwiaty na grobach straconych członków ruchu oporu, przypominając o 82. rocznicy egzekucji z 1944 roku. W ciszy pojawili się parlamentarzyści, prezydent miasta z zastępcami i mieszkańcy, dla których ta historia wciąż ma bardzo konkretny adres. Zmiana miejsca była wymuszona remontem otoczenia pomnika, ale ciężar tamtych wydarzeń pozostał dokładnie ten sam.

  • Przy Sejneńskiej ruszył remont, ale historia została w mieście
  • Nazwiska szesnastu ofiar wróciły wraz z kwiatami i ciszą
  • Fala terroru nie skończyła się na jednym dniu

Przy Sejneńskiej ruszył remont, ale historia została w mieście

Od lat obchody odbywały się przy pomniku straceń na ul. Sejneńskiej, jednak tym razem uroczystość przeniosła się do Lasu Szwajcarskiego. Powód był prozaiczny, choć ważny dla organizacji takich wydarzeń – trwa remont otoczenia miejsca pamięci. Dzięki temu uczestnicy mogli zachować ciągłość obchodów, nawet jeśli zmieniło się ich otoczenie.

Na miejscu byli m.in. posłowie na Sejm RP Jacek Niedźwiedzki i Jarosław Zieliński oraz prezydent Suwałk Czesław Renkiewicz z zastępcami. Do nich dołączyli mieszkańcy, którzy przyszli oddać hołd ludziom zamordowanym przez Niemców 1 kwietnia 1944 roku. W takim dniu najważniejszy pozostaje nie formalny rytuał, ale sama obecność i pamięć o tych, których okupant próbował złamać strachem.

Nazwiska szesnastu ofiar wróciły wraz z kwiatami i ciszą

Przywołana podczas uroczystości historia była brutalna i precyzyjna zarazem. Niemcy domagali się wydania dowódców Armii Krajowej działających w okolicach Suwałk, a wśród poszukiwanych wskazywali rtm. Kazimierza Ptaszyńskiego „Zarembę”, zastępcę suwalskiego inspektora AK. Mimo obietnic nagród i wezwania do ujawnienia nazwisk, nikt nie odpowiedział na te żądania.

1 kwietnia 1944 roku na placu u zbiegu ulic Sejneńskiej i Utraty okupanci dokonali publicznej egzekucji 16 mężczyzn. Byli to mieszkańcy Gib, Białowierśni, Muł i Rygola:

  • Eugeniusz Borowski, 25 lat
  • Józef Januszkiewicz lub Juszkiewicz, 36 lat
  • Władysław Kasjanowicz
  • Józef Milewski
  • Józef Moroz, 21 lat
  • Czesław Moroz, 20 lat
  • Władysław Moroz, 50 lat
  • Antoni Siemienkiewicz, 32 lata
  • Franciszek Sapieszko, 31 lat, z Białowierśni
  • Konrad Solarski z Rudawki
  • Stefan Świsłowski
  • Bolesław Zdankiewicz, 40 lat, z Muł
  • Tadeusz Szeliski
  • Czesław Wiśniewski z Rygoli
  • Józef Wasilewski z Rygoli
  • Wencel z Kalet koło Muł

To była egzekucja pokazowa, nastawiona na zastraszenie całej okolicy. W okupacyjnym planie miała złamać opór i odciąć podziemie od ludzi, którzy je wspierali.

Fala terroru nie skończyła się na jednym dniu

Tamten kwiecień nie zatrzymał się na straceniu szesnastu osób. Tydzień później na polach w pobliżu wsi Krzywe suwalscy gestapowcy rozstrzelali kolejne 12 osób. 23 kwietnia w suwalskim więzieniu zginęła trzyosobowa rodzina Smolarczyków, a tego samego dnia w Bakałarzewie rozstrzelano Stanisława Pankiewicza, lekarza weterynarii z Suwałk, jego żonę Zofię oraz dzieci Halinę i Jerzego.

Kolejne egzekucje pokazały, że był to dopiero początek fali przemocy, która objęła całą Suwalszczyznę. Do tragedii dochodziło później także w Przerośli, Podnowince, Berżnikach, Bakałarzewie, Gibach, Dzierwanach, Kleszczówku, Serwach i Sejnach. Właśnie dlatego takie uroczystości nie są tylko gestem wobec przeszłości – przypominają, jak szybko terror potrafił rozlać się na cały region i jak długo jego ślad pozostaje w pamięci miejsc.

na podstawie: UM Suwałki.